i tak jak to wszystko się pięknie zaczęło, tak się skończyło, pozostawiając po sobie pustkę i zawieszone w próżni pytanie: czy można jeszcze kiedyś przeżyć coś równie pięknego lub nawet lepszego? nie wiem czy można. nie czuję się tak, jakby to było możliwe, ale nie powinnam nic wykluczać. ostatnio życie i moje wybory zaskakują mnie na każdym kroku, więc głupotą byłoby cokolwiek zakładać. nie zmienia to jednak faktu, że odczuwam bezsens, jeśli o miłość i związki chodzi. niesamowite jak można nagle zmienić swoje położenie, a poczucie stabilizacji rozbić w drobny mak.

jeszcze miesiąc i byłyby 4 lata, 5 marca. ale nie będzie.

edit:
mój trudniejszy moment sprzed dwóch nocy minął i myślę, że wszystko jest w pełni możliwe :) widocznie tak to się miało potoczyć, czegoś się oboje nauczyliśmy, a przez to być może w przyszłości nie popełnimy tych samych błędów z kimś innym. nic się nie dzieje bez przyczyny.

ostatnio trochę za dużo chemii w moim życiu, ale jakoś tak właściwie to mnie to bardzo cieszy.