London, baby

wszystko się całkiem dobrze układało. trochę nowych dla mnie rzeczy, ale raczej przyjemnych. może nie czuję się jakoś masakrycznie zakochana, raczej lekko zauroczona, ale jest w tym wszystkim coś miłego. tylko musiał mi wyskoczyć z jakąś patologiczną rozmową. musiał. i tak siedząc przy herbacie w kebabie o 1 w nocy zapytał nagle przyglądając się moim włosom „co myślisz?”. zapytałam niezbyt bystro „o czym?”. „o nas”. jak grom z jasnego nieba. co myślę o nas. a nic. ale nie była to raczej odpowiedź, której oczekiwał, tak wnioskując z jego miny. nie cierpię takich rozmów. nie wiem co myślę. nic szczególnego. pasuje mi tak jak jest, po co to zmieniać po dwóch tygodniach. co gorsza przez tę cholerną rozmowę już całkiem nie wiem o co chodzi. NIE WIEM. oto jak łatwo i skutecznie można mnie wystraszyć. nadal się cieszę na jego widok, a i owszem, ale mój mózg zaczyna już pracować na wyższych obrotach i zaczyna wymyślać wersje „co by było gdyby”. dzięki wielkie. jakoś w tym momencie nie spieszy mi się do następnego spotkania, bo nie wiem, co mogę tam usłyszeć.
niespecjalnie też dobrze świadczy fakt, że nadal interesuję się innymi. ciężko mi jednak przeoczyć mój ulubiony (wyglądowo) typ faceta. aż mam ochotę zagrać w tę grę ze swataniem.

w dodatku włączyła mi się tęsknota. ZA NIM. mam przemożną chęć polecenia do Londynu na weekend. do zobaczenia jego głupiego uśmiechu i usłyszenia paru durnych tekstów. do jego zapachu, głosu, jego ramion. i wkurza mnie niezmiernie, że nie interesuje go co u mnie. że nie dzwoni i nie mówi, że tęskni, że chce mnie zobaczyć. ja za nim tęsknię. był ostatnią osobą, przy której czułam się bezpiecznie.

Dzikie historie

Oczywiście nie mogłam sobie odpuścić, musiałam nabroić. Najgorsze jest to, że nadal nie mogę sobie odpuścić. Tak bardzo, bardzo mocno chciałam dokończyć tamtą rozmowę. On też. Więc skończyliśmy imprezę u mnie, przy herbacie. Skończyliśmy ją koło 7 rano, gdy wychodził do pracy. I wiem, tak bardzo wiem, że nie powinnam była go prosić, żeby ze mną został, ale tak bardzo chciałam przy nim zasnąć. I właśnie to mam na myśli – chciałam przy nim zasnąć, a nie zasypiać nie sama. I to zaskakujące w jak dużej mierze uwodzą słowa i jak bardzo zdążyłam mu zaufać, ledwo go właściwie znając. Tym większym dla mnie jest zaskoczeniem, że on pamięta wszystko, co mu mówię. Co mu powiedziałam ostatnio, co mu powiedziałam rok temu. On po prostu naprawdę mnie słucha. Zaskakuje mnie to i pociąga jednocześnie, sprawia, że chcę więcej, żeby poznać go tak samo dobrze, bo niestety moja pamięć, zwłaszcza po alkoholu, nie działa tak świetnie. I tak bez wahania dałam się zaprosić na randkę, do kina – cóż za cliché. A takich nowości jest więcej: tak się uroczo rumienię, kiedy go widzę; nawet jego głos sprawia, że się rozkojarzam; i coś mnie w nim na swój sposób cieszy, choć wcale nie boję się go mniej niż innych.