Podobno w życiu warto spróbować każdego rodzaju związku. A nawet jeśli nie warto, to one się i tak przytrafią, prędzej czy później. I tak byłam już w relacji toksycznej, miałam wielką niespełnioną miłość, spełnioną miłość trwającą 4 lata, sexfriends przed ponad rok bez głośnego mówienia o tym, że się zakochaliśmy, związek na odległość (i toksyczny przy okazji), a jako dotychczasowa wisienka na torcie kompletnie oszalałam dla małolata. Takie tam 7 lat różnicy, ledwo studia zaczął smarkacz. Ale to jak tańczyliśmy, te spojrzenia, ta chemia.. To jest nie do zastąpienia. I działa jak narkotyk. Chcę więcej. Ale oczywiście jak to zwykle bywa przy kiepskich wyborach – fun był nierealny, ale kop w dupę za to realnie bolesny. Byłam przygotowana na wiele rozwiązań tej sytuacji, tylko akurat nie na takie, które się pojawiło. I tak bardzo czuję niedosyt, który wwierca mi się w głowę i w całe ciało też; i tak bardzo bym chciała więcej. Czy wiedząc, że tak to się skończy, zrobiłabym to wszystko od nowa? Oczywiście, że tak. Bez względu na to jak bardzo ucierpiała na tym moja duma, jak bardzo czuję się na głodzie w tym momencie i jak bardzo odczuwam irytację, że mnie źle potraktowano.. nadal powtórzyłabym to wszystko. I bardzo już bym chciała, żeby wrócił mi rozum, bo z doświadczenia wiem, że gdy coś jest pomiędzy ludźmi niedokończone, to prędzej czy później, pojawia się sposób, żeby to jednak dokończyć. Tylko już zasady i okoliczności nie są te same. I niestety zwykle są gorsze.

A odnośnie niedokończonych spraw, to zaskakuje mnie jak głęboko w podświadomości mogą siedzieć pewne pragnienia i nawet po 7 miesiącach mogą być one tak samo intensywne, a okazja do ich zrealizowania nie może być niewykorzystana. I tak w pogoni za nie wiadomo właściwie czym, spędzam pewien sobotni poranek na Żoliborzu, ciesząc się w duchu, że po Belvederze nie ma kaca i słuchając absurdalnej historii o zakupach w Biedronce.