dostałam pracę :) i obroniłam się też :) matura poszła słabo, ale już zanim dostałam wyniki uznałam, że chyba lepiej jednak będzie pójść do pracy. problem sam się rozwiązał więc. i tak odczuwam ogromną, ale to ogromną satysfakcję, że osiągnęłam właściwie wszystko, co sobie założyłam na ten okres czasu. następne cele czekają na realizację, a motywacji nie brakuje :)

potwierdził się fakt, że straciłam najlepszego przyjaciela. definitywnie i nieodwracalnie. nie jestem w stanie nic na to poradzić, zresztą nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie rzadko kiedy są na zawsze. przychodzą i odchodzą. i owszem boli, ale jestem już zmęczona czuciem się jakbym była wszystkiemu winna (a doskonale wiem, że nie jestem), więc jeśli ten ktoś uważa, że tak będzie lepiej, to nie zamierzam tego podważać. nie lubię dramatów. od pewnego czasu stałam się jakoś mniej emocjonalna, a już sceny, wywlekanie wszystkich uczuć, gorzkie pożegnania – to mnie kompletnie przerasta i tylko jeszcze bardziej zniechęca do emocji. jeśli ktoś nie chce mnie w swoim życiu, to nie ma problemu, mogę z niego zniknąć, nic na siłę. przyjaciele powinni być zawsze i pomimo wszystko. ale tylko powinni.

„słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele. co mam powiedzieć? naprawdę nie wiem. poza tym, że byłeś moim przyjacielem..”

wierzyć mi się nie chce, że podskakuję na dźwięk smsa. mając takie szczęście do totalnych przydupasów, którzy wydzwaniają i wypisują do przesady, nie sądziłam, że ktoś może jeszcze sprawić, że będę tak cholernie czekać i się cieszyć na dźwięk wiadomości. nie, żeby to już cokolwiek oznaczało, ale to przyjemna zmiana.
a czekoladki Milki miażdżą system. to na pewno.