Archiwum dla Kwiecień, 2013

najgorzej

tak kurwa! tego mi było trzeba! stracić najlepszego przyjaciela! i to właśnie teraz, kiedy nie panuję nad tym co się dzieje wokół mnie, a on jest jedyną osobą, która umiałaby sobie z tym poradzić. nie ma to jak stracić chłopaka po 4 latach, a 3 miesiące później najlepszego przyjaciela. tego, który miał być zawsze i bez względu na wszystko. poczekajmy jeszcze 2 tygodnie aż stracę marzenie i śmiało będzie można się wieszać. bo mały mam kurwa burdel w życiu, poproszę więcej!

niestabilnie

kompletnie, tak na maksa, nie nadążam za swoim własnym sposobem myślenia. i za własnymi uczuciami też nie nadążam. nie wiem jak można czegoś jednocześnie bardzo chcieć i obawiać się tego chcieć. co za patologia. i czuję się przez to bardzo toksyczna. wszystko, co odczuwam jest cholernie skrajne. odczuwam totalny brak stabilizacji, a kiedy robię coś, co teoretycznie ma mi pomóc ją odzyskać to w praktyce okazuje się, że jest tylko gorzej.
i nie cierpię tego, że minęły trzy miesiące, a to wszystko co nazywałam świetnym radzeniem sobie, w rzeczywistości było tylko uciekaniem od odczuwania czegokolwiek. i mam w sobie wciąż dużo bólu i jakiejś goryczy. i zajebistego żalu. bo najbardziej boli, gdy rozczarowujemy się najbliższą osobą. i może to i prawda, że czas leczy rany, ale coś się z tym kurwa nie spieszy. bardzo bym chciała, żeby to wszystko już mnie nie obchodziło i nie dotyczyło. i żebym sobie nie przypominała nic. żeby niektóre wspomnienia stały się dla mnie scenami z filmu, czymś co nie dotyczy mnie bezpośrednio. i uważam, że najwyraźniej chciałam kogoś, kto na mnie nie zasługiwał. bo pozwolił mi odejść, bo stwierdził, że jesteśmy bez sensu. i widocznie byliśmy. i bardzo dobrze, że mi pożyczyłeś kogoś, kto będzie gotowy do poświęceń. bo jestem ich warta i będę umiała je docenić, zamiast tylko wymagać. i jedyne, czego bym w tym temacie chciała to mieć to wszystko w dupie. bardzo słabo, że to tak nie działa.
żeby było gorzej to moja dzisiejsza (w sumie wczorajsza) decyzja, zamiast pomóc mi opanować sajgon w głowie, tylko go spotęgowała. tak bardzo nie chcę popełnić błędu, że już sama nie wiem co jest właściwe.
tak cholernie potrzeba mi czegoś stabilnego w życiu w tym momencie. czegoś, czego mogłabym się trzymać, ale mój umysł nie zna teraz czegoś takiego jak „coś, co jest na pewno”. mam w głowie totalną papkę, a jedyna osoba, przy której byłam w stanie odczuć coś dobrego i stabilnego nie chce mnie widzieć oO (co zresztą jest w pełni zrozumiałe).