Archiwum dla Marzec, 2013

niedobra jajecznica

Boże, co za kac. na szczęście F. podsunął pomysł dużej ilości cytryny i to pomogło. nie mniej jednak dzisiejszy dzień jest ciężki. z największego no lifa jakoś ostatnio zrobiłam się tipem, który ma mega dużo życia. i bardzo, ale to bardzo mi się ta zmiana podoba. nie przywykłam jeszcze do końca do bycia singlem, chociaż ten nowy stan też mi się bardzo podoba. dziwne, że coś, co kiedyś świetnie znałam, teraz jest dla mnie takie nowe. muszę jednak przyznać, że ci podbijający kolesie świetnie wpływają na moje ego ;D nie wiem nawet czy kiedy byłam zajęta to też się tak podobałam. zaskakujące jak bardzo inaczej odbieramy świat będąc w związku i poza.

i jestem jakoś tak szczęśliwa, i Warszawa mi się podoba, i nawet ta zima aż tak mnie nie dobija (ale już owszem nieco mnie wkurwia). jestem zachwycona faktem, że nie muszę się dostosowywać z niczym i do nikogo. mogę się w pełni egoistycznie skupić na sobie, co, w związku z tym, że jestem jedynaczką, bardzo mi odpowiada ;d i myślę, że będę kozacką weterynarką, o ile tylko ładnie napiszę maturę, a wtedy już wygram życie :)

i tylko jakoś wciąż mam w głowie wizję niedobrej jajecznicy na śniadanie i nie bardzo mogę się jej pozbyć..

nostalgicznie.

i tak zupełnie nagle i niespodziewanie, niczym grom z jasnego nieba, spada na ciebie jakieś dobre wspomnienie. takie, którego może lepiej byłoby już nie mieć, ale przypominając je sobie mimowolnie się uśmiechasz i robi ci się ciepło na sercu, że było tak pozytywnie i, że tak łatwo można się było z kimś rozumieć. „bezsprzecznie i jeść wspólne śniadania”. i wiesz, że to było bardzo dobre, takie wyjątkowe, że trafia się rzadko, albo pewnie niektórym wręcz wcale. i bardzo, ale to bardzo chcę wierzyć, że to mi się jeszcze przytrafi. że przeżyję taką samą zajawkę, która przyjdzie zupełnie naturalnie, bez usilnych prób dopasowania się do drugiej osoby, tylko jakoś tak bez słów będzie wiadomo, że oboje dobrze się bawimy. tak jak z wąsami na ścianie, tylko długoterminowo.

i odczuwam dużą nostalgię, gdy słyszę „oni byli taką parą, że podjeżdżali pod dworzec samochodem i udawali, że oboje są totalnie pijani; raz poszli do sklepu i razem ze sprzedawcą prowadzili jakąś absurdalną dyskusję o marchewkach; to ci, którzy opowiadali głupoty, że poznali się na portalu internetowym..” i tak można by wymieniać. i niby myślę, że ruszyłam naprzód, ale jednak tak bardzo chcę wierzyć, że coś podobnego, albo nawet lepszego jeszcze mi się przytrafi. i nie na chwilę, tylko na stałe. aż przykro myśleć, że można było mieć z kimś taką mega zajawkę i wspólną rozkminę, a po latach to wszystko się zamieniło w jedno wielkie nic, a wspólne żarty rozpłynęły się w powietrzu. niby „dobrze, że los nie postawił na nas”, ale jednak momentami to mnie bardzo boli i myślę, że nie poczuję się już tak nigdy w życiu.