przede wszystkim chcę wiedzieć co to do ciężkiej cholery za zmiany na tym durnym serwisie?! gdzie się podział mój zajebisty szablon i dlaczego nie mogę go znów ustawić?!?! mniejsza o to zresztą. i tak rzadko tu wchodzę.

mam wrażenie, że za każdym razem, kiedy przyznam się komuś jak bardzo mi na nim zależy, to on zaraz znika lub odsuwa się ode mnie. dlatego boję się mówić „kocham cię”, a jeśli to mówię, to mam wrażenie, że wystawiam T. na próbę czy w związku z tym ucieknie czy też nie przerazi się i zostanie przy mnie; boję się przyznać, że ktoś jest moim najlepszym przyjacielem, że mi zależy albo że nie wyobrażam sobie nie mieć tej osoby obok w przyszłości. przyznaję się do takich rzeczy tylko, gdy jestem pijana, bo wtedy moja bariera obronna jakoś się kruszy i szczerość przestaje mnie tak przerażać. potem jednak jestem na siebie zła i czuję się zażenowana, że mogłam tak otwarcie powiedzieć co czuję. mam wrażenie, że ilekroć okażę tę chwilę słabości i powiem głośno jak ważne są dla mnie niektóre relacje (nawet wśród moich najbliższych, którzy przecież w najogólniejszym ogóle wiedzą, że są dla mnie najważniejsi) to ten ktoś, kogo to dotyczy jakoś się ode mnie odsuwa. albo może to ja się odsuwam, bo głupio mi, że się przyznałam? nie wiem, w każdym razie potem coś jednak robi się gorzej.

K. mi kiedyś powiedziała, że jestem kolczasta i ciężko jest się do mnie zbliżyć. myślę, że to może być prawda, mam problemy z zaufaniem, nie mam pojęcia skąd one się u mnie biorą, ale wydaje mi się, że jeszcze w okresie gimnazjum nie byłam na tak zaawansowanym poziomie outsiderstwa. teraz dopuszczam do siebie tylko nieliczne osoby, które znam dość długo by im zaufać. akurat to myślę, że jest zaletą, trzeba być kretynem, żeby otwierać się naiwnie na wszystkich napotkanych ludzi, ale nawet, jeśli chodzi o tych najbliższych, to boję się, że ktoś jednak mnie opuści. tak po prostu skreśli, może nawet bez powodu, albo zastąpi sobie moją osobę inną osobą. zdaję sobie sprawę, że ja dla nikogo nie jestem tą najjjj przyjaciółką, tą, do której się idzie w pierwszej kolejności, gdy potrzebuje się porady czy towarzystwa. ja zawsze jestem tą drugoplanową, ale chyba nigdy nie było inaczej, więc to nie powinno w sumie aż tak mi doskwierać. mimo to czasem się oszukuję, że tym razem jednak to ja jestem taka ważna, ta najważniejsza; tylko, że raczej są to jedynie moje nadzieje, a one i tak prędzej czy później się rozmywają, a ja czuję się głupio, bo wmówiłam sobie to wszystko. chyba każdy, nawet w gronie tych najbliższych przyjaciół, ma jakąś taką jedną osobę, która gra pierwsze skrzypce. tak mi się przynajmniej wydaje, że jest. ja próbuję mieć kogoś takiego, ale to raczej jest tylko jednostronne i nie bardzo wiem czy to ze mną jest coś nie tak, czy może po prostu takie coś nie istnieje i to pic na wodę. głupio mi nawet z samego powodu, że czuję potrzebę bycia w takiej relacji. mam kilku najlepszych przyjaciół i są oni dla mnie najlepsi, najważniejsi i nigdy w życiu bym ich nie wymieniła na żadnych innych. dlatego tym bardziej głupio mi, że chcę być dla kogoś tą najjj. po prostu byłoby fajnie wiedzieć, że ktoś, jako mój przyjaciel, nie wyobraża sobie beze mnie życia, gdyby w przyszłości ktoś właśnie mnie poprosił o bycie druhną na ślubie czy chrzestną dziecka. o takie rzeczy chyba prosi się ludzi, którzy coś więcej znaczą? tak przynajmniej myślę, że to tak działa. mnie nikt o nic takiego nie poprosi, a nawet jeśli to nie z takich pobudek.

może właśnie dlatego jestem taka „kolczasta”. bo mam paraksę, że jak już ktoś zacznie dla mnie znaczyć więcej niż ci, co i tak już znaczą wiele, to ta osoba kopnie mnie w dupę i tyle będę z tego wszystkiego miała.

a tak w sumie to nie wiem o chuj mi chodzi, może to dlatego, że jest 1 w nocy, a o tej porze przychodzą dziwne myśli do głowy. w każdym razie kończę ten gejowski wpis i nie ośmieszam się dalej.