czuję się potworem. wiem, że nim nie jestem, ale to nie zmienia tego faktu. ponadto wiem też, że gdyby ktoś patrzący na sprawę z boku dowiedziałby się co myślę, właśnie za tego potwora by mnie uznał. bo najłatwiej jest oceniać, nie znając sytuacji. ja naprawdę rozumiem o co chodzi i, że trzeba pomóc, chcę też pomóc, no i współczuję, ale już nie mam siły do tego wszystkiego. po prostu nie mam. to już trwa od sześciu lat. sześć lat muszę bez przerwy myśleć o kimś i czuć się za tę osobę odpowiedzialna, czy mi się to podoba czy nie. o to mnie już nikt nie pytał. a nawet, gdyby ktoś spytał to co niby miałabym powiedzieć? że mam dosyć, że chce mi się na to wszystko rzygać i czasem mam ochotę po prostu się wyprowadzić gdzieś i schować, żeby tylko już móc o tym nie myśleć? i tak by uznano, że jestem podła i nie mam serca, a to nieprawda. jestem po prostu zmęczona. i nie mam nawet z kim o tym porozmiawiać, oprócz T., ale T. jest teraz 170 km ode mnie, a ja bym chciała porozmawiać z kimś na żywo też. nie mam już miejsca, gdzie mogę się czuć bezpiecznie i tak jakby problemy nie istniały. przestał nim być mój dom, już 6 lat temu. a teraz przestała nim też być moja Elizówka. już nie ma gdzie od tego gówna uciec. czuję się tak, jakby coś mi zabrano. a biorąc pod uwagę fakt, że zabrano mi już dużo nerwów, trochę zdrowia, trochę łez i spokój w rodzinie, to może kolejna ważna dla mnie rzecz to już kurwa lekka przesada. chyba mnie się też coś należy. a nie muszę rezygnować z siebie, bo ktoś jest w złej sytuacji. pomoc to jedna sprawa, a poświęcanie siebie to co innego. ja nie mam najmniejszej ochoty się poświęcać, ale mam wrażenie, że nie ma już odwrotu, bo ten ktoś już sam sięga po to, czego wcale nie zamierzałam dać. i teraz tam, gdzie mogłam być zawsze, ale to zawsze sobą, teraz mam zasznurowane cenzurą usta i dużo dystansu. i przez to duszę się w sobie z tym wszystkim, a oni w końcu uznają, że celowo się od nich oddalam. nawet nie mam się z kim spotkać i o tym porozmawiać. bo albo akurat będę ocenzurowana, albo i tak nikt mnie nawet nie spróbuje zrozumieć tylko chłodno oceni. a rozmowa na żywo chyba by mi dużo pomogła, jak na złość..