wczoraj był dobry dzień. i dobry grill. odkąd zaczęłam jeździć co weekend do Lublina jakoś tych dobrych dni jest więcej. i więcej radości przez to, i pozytywnego myślenia. już nie mogę się doczekać wakacji, będę mogła tam spędzić 3 miesiące z przerwami na jakieś ewentualne wyjazdy. nic na to nie poradzę, że tam jest tak po prostu idealnie, nie trzeba się doszukiwać na siłę tego szczęścia i wmawiać sobie, że no nie jest tak źle. bo tam po prostu jest dobrze w zupełnie naturalny sposób. i to było takie wspaniałe siedzieć sobie na słoneczku (aż do bólu i to dosłownie niestety ;p) ze swoimi przyjaciółmi i jeść grillowane mięsko, grillowane warzywka, a nawet grillowane pieczarki. a już najprzyjemniej się siedziało na trawie (nawet nie miałam zielonych spodni, yeah) gdzieś w polu. Warszawa może sobie mieć hektary zielonych terenów na obrzeżach, ale żadne z nich nie będzie lepsze niż nasza Elizzz. 

ponadto muszę też wspomnieć o „Między słowami”, którego odwiedzanie z Kazią też sprawia mi wiele radości. książki i zdjęcia starego, przedwojennego Lublina działają kojąco, a w każdym razie bardziej kojąco niż puzzle z Kubusiem Puchatkiem zalane herbatą (czy muszę dodawać, że przez nas?;p). 
czuję wewnętrzną potrzebę schudnięcia 2-3 kg. ostatnio dużo jem, a przynajmniej tak mi się wydaje, i choć myślałam, że jeśli nawet powróciłabym do 55 kg to wszystko byłoby w normie, to jednak już 54 kg zaczynają mnie stresować. nie potrafię jednak odróżnić na ile jest to moja racjonalna ocena (a wydaje mi się, że właśnie taka jest), a na ile moje zaburzenia odżywiania. boję się odchudzać. boję się powrotu tego wszystkiego, z czym musiałam walczyć poprzednim razem. nie chcę, żeby to wróciło, ale jeśli będę tak dalej się opychać to dobiję do 60 kg w szybkim tempie (chociaż w sumie nigdy tyle nie ważyłam). nie wiem czy ludzie cierpiący w jakimkolwiek stopniu na ed mogą się wogóle odchudzać. ale wydaje mi się, że skoro wycofałam się z tego, zanim zrobiło się naprawdę źle, to chyba panuję nad sobą na tyle, żeby zrzucić 2 kg, jeśli zachodzi taka potrzeba. w końcu teraz jestem znów szczęśliwa, pewna siebie i pozytywnie nastawiona.