może to wcale nie oni są dziwni i wcale nie odgrywają teatrzyku. może to ja jestem emocjonalnie upośledzona i nie potrafię nawiązać normalnych relacji. a może do tego jest we mnie coś odpychającego, co sprawia, że nikt nie chce mnie lepiej poznawać? nieee, to akurat jest niemożliwe. za to ta pierwsza opcja ma całkiem spore szanse powodzenia. nawiązałam już określoną ilość bliskich relacji i nie potrafię nawiązać ich więcej. czasem mam ochotę wykrzyczeć im wszystkim jak bardzo już mnie to wkurwia, i jak bardzo mam dosyć tej pierdolonej samotności w „wielkim” mieście. tej samotności, ich wszystkich z ich głupimi pytaniami, jakby naprawdę się interesowali, a w rzeczywistości tylko udają zainteresowanych; tego, że wszystkim jest zawsze daleko i nie po drodze zrobić cokolwiek, nawet jeśli ma to oznaczać, że spalą kolejny dzień w domu kompletnie na niczym. rzygać mi się już chce od tych pieprzonych prób bycia w temacie spraw, które kompletnie mnie nie obchodzą, tyle, że ja nawet nie staram się udawać, że jest inaczej. co mnie obchodzi jak X układa się z jej chłopakiem i jak radzi sobie w pracy, skoro widuję X w najlepszym wypadku raz w tygodniu, a rozmawiam z nią może raz w miesiącu. nie oszukujmy się, po co udawać, że coś cię łączy z drugą osobą, skoro rozmawia się z nią raz na ruski rok, a potem kompletnie o niej zapomina. po co się wogóle fatygować z tymi troskliwymi pytaniami czy wszystko u niej dobrze, skoro mogłaby odpowiedzieć, że jest samotna, straciła pracę i właściwie to jest umierająca i w zasadzie nikogo to jakoś bardziej nie obejdzie. nie mówię, że wobec tego nie powinno się z nikim rozmawiać, ale zamienianie się na 10 minut w najlepszych przyjaciół, żeby potem znów mieć się nawzajem gdzieś przyprawia mnie o mdłości. pewnie właśnie dlatego czuję się taka kompletnie sama. ale nie oszukujmy się, jak mam mieć chujowych przyjaciół, którzy prędzej czy później się ode mnie odwrócą, to już wolę nie mieć ich wcale. już to przerabiałam i mi wystarczy. dziękuję. 
z innej beczki, pragnę powiadomić cały świat, że żądam, WYMAGAM śniegu na święta! chcę się obudzić w Wigilię i zobaczyć piękny biały puch! co to za święta bez śniegu. nie godzę się na to. 
moje ego w ostatnim czasie zaczęło mnie nieco przerastać (nie, żeby mi to przeszkadzało, wręcz boję się, że to zaraz minie).  tym optymistycznym akcentem, zakańczam notkę i mój dzień. dobranoc.