Archiwum dla Lipiec, 2011

sushi na dachu

jadłam dziś sushi, ale pomimo, że było pyszne nie to jest w tym najlepsze. jadłam dziś sushi na dachu! a sushi + relaks na dachu = opór zajawka. szkoda, że A. się zaraz wyprowadza, jadałabym tam posiłki. elegancko rozłożyliśmy sobie koce i poduszki, zrobiliśmy sobie zielonej herbaty i zabraliśmy laptopa, żeby grała nam muzyka, a wszysto to przecisnęliśmy przez małe okienko w łazience. doszliśmy do wniosku, że chyba nikt inny w tym bloku nie wpadł na ten pomysł do tej pory. bo przykładowo co 40-letni facet miałby robić na dachu, nie wspominając już o tym, że pewnie nie zmieściłby się w takim małym okienku :D także jestem niezwykle zadowolona z dzisiejszego przejedzenia, gdyby moje mieszkanie znajdowało się na najwyższym piętrze i byłaby możliwość wychodzenia na dach, pewnie nawet bym z niego nie schodziła. w domu mogę zapomnieć, bo jest spadzisty ;/ tak więc była to moja jedyna taka okazja na najbliższy rok. jaram się tym bardziej.

za dwa dni, wyjeżdżamy z T. w naszą podróż Francja – Barcelona. mam nadzieję, że wszystko wyjdzie perfekcyjnie :) czuję lekki stres, ale chyba każdy by czuł jadąc w podróż z przesiadkami. będą grubbe wakacje <3
mam potrzebę powrotu do pamiętnika w wersji papierowej, nie mniej jednak nie mogę znaleźć odpowiedniego zeszytu. 
jakoś przełknęłam fakt, że Natz odszedł od nas, choć nie wydaje mi się, żeby uparte niemyślenie o tym było najlepszym wyjściem. tęsknię za nim, to na pewno. Fox też tęskni. nie zawsze zostanie tym najważniejszym wiąże się ze szczęściem. w chwili, gdy Natz zasypiał na zawsze ja cała we łzach czytałam na tablicy korkowej wiersz:

Tadeusz B. Dobrzyński - Psi adventus

Istnieje chyba dla psich dusz
po życiu psim i niebo psie,
wiedzie je tam psi anioł stróż
na smyczy z gwiazd, kto wie …

Poczłapią ze spuszczonym łbem
pod psiego nieba bramę,
zawyją „byłem do-obrym psem!”
i w psi uderzą lament.

Zlituje się psi święty Piotr,
uchyli na wpół wrota:
„Wnijdźcie, rasowy najpierw miot,
a potem psia hołota.

Kagańców ni psich innych pęt
na kark wam nie założę,
wiem, że czujecie do nich wstręt,
zdejmijcie też obroże!

Służyły wam w żywotach psich
na ziemskim psim padole,
tu niebo psie, zrobimy z nich
nad łbami aureole.”

Rozłoży się na wyrkach z chmur
czereda psów zziajana,
czekając w męce psiego snu
jak wpierw – na przyjście pana.


nigdy nie jest łatwo, gdy ktoś odchodzi. nie wiem dlaczego ostatecznie poradziłam sobie z tym tak dobrze (a przynajmniej tak mi się wydaje). może dlatego, że wiedziałam, że ten moment się zbliża i nic nie mogę na to poradzić. nie sądzę, żebym się uodporniła, bo ból rozrywał mnie tak samo. po prostu szybciej wróciłam do normy. może dlatego, że wiedziałam, że w ten sposób mu pomagam, uśmierzam jego cierpienie. innego wyjścia już nie było. w ten sposób dotarło do mnie, że jestem za eutanazją. jeżeli ktoś ma umierać w agonii przez wiele lat, to chyba lepiej mu pomóc, nawet jeśli to oznacza śmierć. 

dwa dodatkowe wiersze dla mojego Natza, znalazłam przy okazji szukania tamtego:


Przyjacielu mój.. 
Pójdźmy razem daleko w świat, 
nie dogonią nas chmury, 
nie dogoni nas wiatr. 
Bez smyczy, kagańca, bez smutków 
i trwóg! No dalej Przyjacielu! 
Chodźmy już! 

Będziemy biegać po złotych polanach, 
będziemy skakać, hulać do rana; 
Ciepłe buty tylko włóż; 
Jeszcze nie zalożyłeś? No dalej! 
Szybko! 
Chodźmy już! 

Opadł już ogon; 
Sił już zabrakło; 
Wieczne czekanie 
na nic się zdało.. 
Odejdę sam lecz wierzę, że przyjdziesz, 
że jak się obudzę Ty będziesz przy mnie…  


B. Borzymowska „Psiadusza”

Totylko pies, tak mówisz, tylko pies… 
A ja ci powiem 
Że pies to czasem więcej jest niż człowiek 
On nie ma duszy, mówisz… 
Popatrz jeszcze raz 
Psia dusza większa jest od psa 
My mamy dusze kieszonkowe 
Maleńka dusza, wielki czlowiek
Psia dusza się nie mieści w psie 
I kiedy się uśmiechasz do niej 
Ona się huśta na ogonie 
A kiedy się pożegnać trzeba 
I psu czas iść do psiego nieba 
To niedaleko pies wyrusza 
Przecież przy tobie jest psie niebo 
Z tobą zostaje jego dusza. 

 

:(

nienawidzę, gdy ból rozdziera mnie od środka. wszyscy kiedyś odchodzą i trzeba się z tym pogodzić. nie zmienia to jednak faktu, że to okropnie trudne.