niedawno mój uporządkowany, mający pewne konkretne fundamenty świat trochę się zawalił (żeby nie powiedzieć – runął). otóż po 21 latach chodzenia po tym świecie odkryłam, że można nie widzieć „Gwiezdnych Wojen” i normalnie funkcjonować. nie, żebym była jakąś zapaloną fanką czy wogóle jakimś świrem na tym punkcie, ale naprawdę nie wyobrażam sobie, że ktoś tego nie oglądał i jeszcze twierdzi uparcie, że urodził się na przełomie lat 80 i 90. nie, po prostu NIE! nie mogę wyjść z szoku, że istnieją tacy ludzie, a najgorsze, że wyglądają zupełnie normalnie i niczym się nie wyróżniają. całe życie byłam przekonana, że „Gwiezdnych Wojen” nie widzieli co najwyżej w Afryce. a tu się okazuje, że nie widział ich mój własny chłopak (z którym jestem ponad 2 lata), moje koleżanki ze studiów (a jedna nawet stwierdziła, że „przecież to jest jakieś gówno”) i koleżanki moich znajomych. to się po prostu nie mieści w żadnych społecznych normach! ten film to jest totalna klasyka i podstawa! a stwierdzenie, że to jakieś gówno jest przerażającym przejawem ignorancji! tak więc, podsumowując, człowiek uczy się całe życie. z ostatniej lekcji wyniosłam fakt, że „istnieją ludzie, którzy nie oglądali „Gwiezdnych Wojen”". 

zakochałam się w paintballu. zajebiście mi się to spodobało i mam nadzieję, że będę mieć więcej okazji. niespodzianka dla T. udała się wręcz świetnie, a przynajmniej tak mi się wydaje. w każdym razie, patrząc na niego uznałam, że jest zadowolony, a to sprawiło przyjemność mi samej.
usłyszałam dziś od koleżanki z wydziału, że „ja to wszystkich znam i mnie wszyscy lubią” ;D nie przyszłoby mi nawet do głowy, że ktoś mnie tak postrzega, ale to fajne :)