kiedy myślę o sobie w wieku szesnastu lat, wiem, że zachowałam się jak tchórz. najbardziej mnie boli, że nie przyjechałam na pogrzeb. jak ja wogóle mogłam wyjechać, wtedy, kiedy była potrzebna pomoc, a ostatnią rzeczą, na którą można sobie było pozwolić była ucieczka od problemu i brak odpowiedzialności. powinnam była powiedzieć „zostaję, odwołuję lot”, ale zamiast tego spakowałam się i uciekłam. nie wiedziałam, że widziałam ją wtedy po raz ostatni, nie wiedziałam, że będzie tylko gorzej. przez następne dwa tygodnie dusząc w sobie szok i żal upijałam się porto i wódką z redbullem udając, że jest fajnie, choć zdecydowanie tak nie było i wiedziałam o tym bardzo dobrze. kiedy mama zadzwoniła i spytała, czy przebukować mi lot, tak, żebym mogła przyjść na pogrzeb, po dłuższej chwili zastanowienia odpowiedziałam, że nie, że chcę tu zostać i tu jest tak dobrze. i co z tego, że tu było dobrze, skoro tam dobrze na pewno nie było. nie było nawet źle. było chujowo i tragicznie. pocieszam się, że chociaż po powrocie zebrałam się w sobie i robiłam najwięcej jak się dało. jednak wiem, że miesiąc w szpitalu mnie nie usprawiedliwia. poza tym jej już wtedy nie było, a co gorsza nasze ostatnie spotkanie do udanych nie należało. byłam na to za słaba, nie umiałam sobie poradzić z takim widokiem i takim cierpieniem. wtedy też uciekłam. nie wiedziałam jeszcze, że już się więcej nie zobaczymy. nawet się jakoś dobrze nie pożegnałam. i tak po 5 latach od tamtych wydarzeń, ja mam do siebie żal, że zachowałam się tak egoistycznie i nieodpowiedzialnie. bo nie chciałam podjąć się wszystkiego te 3 dni szybciej.

oglądając filmy, których akcja rozgrywa się w szpitalu psychiatrycznym, zastanawiałam się na ile ten obraz jest prawdziwy. niestety, sprawdziłam to na własnej skórze, a odpowiedź na moje pytanie brzmi: bardzo prawdziwy. to dziwne miejsce, wprawiające w lekkie zakłopotanie. w jednym pomieszczeniu są ludzie o nieprzytomnym wzroku i wyrazie twarzy sugerującym chorobę lub ułomność oraz ludzie patrzący zupełnie przytomnie, których ma się ochotę spytać „czemu jeszcze tu siedzisz?”, choć skoro nadal tam są to najwyraźniej wewnętrznie coś im jeszcze dolega. a jednocześnie jedni i drudzy mają prawdopodobnie zbliżone problemy, skoro znajdują się na tym samym oddziale.

pomimo, że nie robię zazwyczaj żadnych postanowień adwentowych, w tym roku bardziej lub mniej podświadomie postanowiłam zrobić coś dobrego dla innych. został tydzień do świąt, a ja co? cały grudzień klikałam na szerloka, pustą miskę i pajacyka oraz wysłałam smsa na dzieci do Fundacji Radia ZET. super, naprawdę, szlachetność i dobroć mnie rozsadza. i choć może to nie jest nic, co zrobiłam, to nie było to to, co miałam na myśli. a takie ładne postanowienie eh.

pragnę również wszystkich (czyli raptem z dwie osoby), którzy to czytają powiadomić, że ta notka już raz powstała i była w CHUJ lepsza, bardziej przemyślana i wogóle wspaniała, ale się kurrrna nie dodała i musiałam wszystko odtworzyć :(