Archiwum dla Listopad, 2010

sobota

jest sobota, siedzę w wwa i uczę się do statystyki. i tak sobie myślę, że uwielbiam weekendy w domu. wstaję rano, schodzę na dół, jest włączone tv i gra muzyka. i ktoś jest w domu, kręci się. w dodatku często pachnie gotowanym obiadem. śniadanie albo czeka gotowe, albo przynajmniej produkty na nie czekają rozłożone w kuchnii, bo ktoś sobie niedawno coś robił do jedzenia. jest przyjemniej. tu wstaję najczęściej sama, przy śniadaniu nie towarzyszy mi nikt, włączam radio, aczkolwiek nie zapełnia ono mieszkania czyjąś obecnością i cały dzień spędzam w tym pustym domu, gdzie nawet nie można chodzić po schodach w ucieczce od nauki. oczywiście nie zawsze jest aż tak samotnie. dziś rano był T. zjedliśmy wspólnie śniadanie i spędziliśmy resztę tego popołudniowego poranka razem, cudownie. tak już jest znacznie lepiej. jest z kim porozmawiać, z kim zjeść. ale nic nie zmienia faktu, że moje mieszkanie jest ciemne, a przez to trochę przygnębiające. i to nic, że urządziłam je w fajny sposób i kto nie przyjdzie to się zachwyca. nie pomaga też odłanianie firanek, i tak światło nie wpada. i może stąd po części wzięła się moja depresja, w końcu ile tak można bez słońca. wstaję rano – ciemno, mija dzień – jest może ciut jaśniej, a wieczorem jak wiadomo nie ma na co liczyć. uroki życia w bloku na pierwszym piętrze i to w drugiej linii.
myślę, że mimo wszystko nie każdy weekend chciałabym spędzać w domu, tu też mam co robić, ale to nie zmienia faktu, że spędzenie go w Elizówce i z rodziną sprawia, że naprawdę czuję, że odpoczywam.

Ptasie radio

właśnie się głupio śmieję praktycznie bez powodu, więc postanowiłam się tym podzielić ze światem (albo raczej z jedną, góra dwoma osobami, które jakimś cudem tu wejdą). i od jakiegoś czasu zdarza mi się to coraz częściej, a to zdecydowanie świadczy o poprawie mojego stanu psychicznego. chociaż jak tak myślę to jak tu sie nie śmiać, kiedy patrzy się na ten obrazek. albo jak nie śmiać się z faktu, że F. był na poprawinach w różowym krawacie i jeszcze dał sobie wmówić, że to ŁOSOSIOWY! nie chcę martwić F., ale szybko mu tego nie odpuszczę :D podejrzewam, że D. również :D idąc dalej, właśnie dodałam komentarz na fejsbuku koledze, który zawiera ten oto wierszyk:

Tuwim Julian

Ptasie radio

Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju,
Nadajemy audycję z ptasiego kraju.
Proszę, niech każdy nastawi aparat,
Bo sfrunęły się ptaszki dla odbycia narad:
Po pierwsze – w sprawie,
Co świtem piszczy w trawie?
Po drugie – gdzie się
Ukrywa echo w lesie?
Po trzecie – kto się
Ma pierwszy kąpać w rosie?
Po czwarte – jak
Poznać, kto ptak,
A kto nie ptak?
A po piąte przez dziesiąte
Będą ćwierkać, świstać, kwilić,
Pitpilitać i pimpilić
Ptaszki następujące:

Słowik, wróbel, kos, jaskółka,
Kogut, dzięcioł, gil, kukułka,
Szczygieł, sowa, kruk, czubatka,
Drozd, sikora i dzierlatka,
Kaczka, gąska, jemiołuszka,
Dudek, trznadel, pośmieciuszka,
Wilga, zięba, bocian, szpak
Oraz każdy inny ptak.

Pierwszy – słowik
Zaczął tak:
„Halo! O, halo lo lo lo lo!
Tu tu tu tu tu tu tu
Radio, radijo, dijo, ijo, ijo,
Tijo, trijo, tru lu lu lu lu
Pio pio pijo lo lo lo lo lo
Plo plo plo plo plo halo!”

Na to wróbel zaterlikał:
„Cóż to znowu za muzyka?
Muszę zajrzeć do słownika,
By zrozumieć śpiew słowika.
Ćwir ćwir świrk!
Świr świr ćwirk!
Tu nie teatr
Ani cyrk!

Patrzcie go! Nastroszył piórka!
I wydziera się jak kurka!
Dość tych arii, dość tych liryk!
Ćwir ćwir czyrik,
Czyr czyr ćwirik!”

I tak zaczął ćwirzyć, ćwikać,
Ćwierkać, czyrkać, czykczyrikać,
Że aż kogut na patyku
Zapiał gniewnie: „Kukuryku!”

Jak usłyszy to kukułka,
Wrzaśnie: „A to co za spółka?
Kuku-ryku? Kuku-ryku?
Nie pozwalam, rozbójniku!
Bierz, co chcesz, bo ja nie skąpię,

Ale kuku nie ustąpię.
Ryku – choć do jutra skrzecz!
Ale kuku – moja rzecz!”
Zakukała: kuku! kuku!
Na to dzięcioł: stuku! puku!
Czajka woła: czyjaś ty, czyjaś?
Byłaś gdzie? Piłaś co? Piłaś, to wyłaź!
Przepióreczka: chodź tu! Pójdź tu!
Masz co? daj mi! rzuć tu! rzuć tu!

I od razu wszystkie ptaki
W szczebiot, w świegot, w zgiełk – o taki:
„Daj tu! Rzuć tu! Co masz? Wiórek?
Piórko? Ziarnko? Korek? Sznurek?
Pójdź tu, rzuć tu! Ja ćwierć i ty ćwierć!
Lepię gniazdko, przylep to, przytwierdź!
Widzisz go! Nie dam ci! Moje! Czyje?
Gniazdko ci wiję, wiję, wiję!
Nie dasz mi? Takiś ty? Wstydź się, wstydź się!”
I wszystkie ptaki zaczęły bić się.
Przyfrunęła ptasia milicja
I tak się skończyła ta leśna audycja.

nikt za bardzo nie wie o co chodzi, ja też nie. ale ważne, że to nadal strasznie mnie śmieszy.

jakoś nie sądzę, żeby jutro na prezentacji, albo na kolokwium było mi równie mocno do śmiechu, ale kto wie. może akurat. lubię się tak śmiać, oh, uwielbiam się tak śmiać! bez powodu, tak, żeby każdy się patrzył z pobłażaniem i sam się śmiał, bo w końcu śmiech jest zaraźliwy, zwłaszcza wariacki. już się bałam, że to do mnie nie wróci. na szczęście jest :)