Archiwum dla Wrzesień, 2010

tytuł? a nie mam pomysłu

najebałam się wczoraj martini. właściwie to może się jakoś bardzo nie najebałam, ale i tak nie uwierzyłabym, że martini może doprowadzić mnie do stanu średnio lekkiego upojenia. i jak już chyba dawno nie było, wracałam do domu piechotką przysypiająca już od wypitego alkoholu, z takim śmiesznym zadowoleniem nie bardzo wiadomo z czego i bez strachu. nie oglądałam się nerwowo wokół siebie, co ostatnio mi się zdarzało. ale przecież w końcu jestem u siebie.

wciągnęłam się w „Gossip girl”. i właśnie rozpaczliwie ściągam 13 odcinek, bo z jakiegoś powodu ten, który mam na kompie nie działa. pokazuje mi się, że part 1 będzie za 4 minuty, tylko dziwnym trafem te 4 minuty trwają już ok. 10 minut. gdzie tu logika? dawać odcinek!!!

R. jedzie jutro do Wrocławia. za tydzień ja do Warszawy. a reszta zostaje tu. i nie zmienia się nic. jesteśmy ponad odległości. a przynajmniej taką mam nadzieję.

czasem chyba wolałabym nie dowiadywać się o pewnych rzeczach. bo choć może i myślę o pewnych sprawach to porządek, do którego się przyzwyczaiłam, wydaje się być dość wygodny. albo przynajmniej wydaje się być porządkiem. a potem ktoś przychodzi i chce sprzątać po swojemu. i nie bardzo wiesz, gdzie masz szukać swojego zdania. może nie było mi najlepiej z myślą, do której się przyzwyczaiłam, ale z czasem stało mi się to tyle o ile obojętne. no, ale.. będzie jak będzie, wiadomo.

przyjaźń babska vs. męska (plus ja)

przeglądam zdjęcia moich koleżanek, czy może lepsze słowo – znajomych. i jedna rzecz cholernie mnie boli. ja nigdy nie dowiem się jak to jest. jak to jest mieć grupę przyjaciółek, z którymi mogę się czuć zajebiście i którym mogę ufać. nigdy się nie dowiem. i dołuje mnie fakt, że umrę kiedyś tam (w końcu nikt nie jest wieczny) nie wiedząc jakie to uczucie. nie mówię, broń Boże, że moi przyjaciele są jacyś kiepscy, czy nie tak. są najlepsi i lepszych bym mieć nie mogła. tylko czasem.. to chyba fajnie móc porozmawiać z dziewczyną, która będzie znała ten sam punkt widzenia i którą będą obchodziły „babskie” sprawy (które średnio mnie obchodzą, ale pewnie obchodziłyby mnie bardziej, gdybym miała z kim o tym rozmawiać). i to chyba fajnie, kiedy jest ich kilka, np. 3 czy 4. i znają się dobrze, i sobie ufają, no i czują się ze sobą tak luźno. ja tak nie mam, nie umiem tak mieć i raczej już się nie nauczę biorąc pod uwagę, że mam lat 21 i jakoś do tej pory tej umiejętności nie nabyłam. a kurwa próbowałam. naprawdę. tylko jakoś własne doświadczenia nauczyły mnie, że babom nie ma co ufać. nie to, że wszystkim. znam wyjątek, który uważam za swoją przyjaciółkę, choć jest to jednostka, a nie grupa i choć nie widujemy się jakoś mocno często :D mam nadzieję, że K. wie, że to ona. nie mniej jednak wiekszość dziewczyn jest gotowa wystawić cię do wiatru dla byle pierdoły (ślepnę, jakieś małe te literki mi się wydają na tym cholernym ekranie;/ never mind). ja mam swoje grono, męskie, któremu mogę ufać, i które nie sprawia mi przykrości (a przynajmniej nie często i nie grubo ;p). i choć cenię sobie ich zdanie bardzo, ale to bardzo mocno, to nie zawsze potrafią oni zrozumieć o co mi dokładnie chodzi. i nie winię ich za to, bo niestety, ale pewne rzeczy będzie umiała zrozumieć dopiero inna dziewczyna. starałam jakoś się zgrać, pasować czy coś. tylko nie potrafię. nie czuję się tak swobodnie i chyba one nie czują się ze mną tak jak między sobą. wychowywałam się z samymi chłopakami i już jakoś tak mi zostało.