Archiwum dla Marzec, 2010

oddycham

piękna jest pogoda. wreszcie ciepło. miałam przed chwilą okazję do
krótkiego spaceru po swojej okolicy. wieczorowa pora, światła, tak jak
lubię. obowiązkowo z hip-hopem w słuchawkach. każda muzyka jest do
czegoś odpowiednia, do nocnego spaceru najbardziej pasuje mi polski hh.
biorę haust powietrza, oddycham miastem. kocham to. kocham tę
wieczorową porę, te światła i to powietrze. zatracam się w tym i
odczuwam to tak bardzo jak umiem. nagle przystaję i patrzę za siebie. i
widzę jego – Pałac Kultury i Nauki. nie sądziłam, że go stąd widać.
patrzę jeszcze chwilę, a potem ruszam dalej uśmiechając się do siebie.
to zabawne jak w pewnych chwilach człowiekowi niewiele potrzeba do
szczęścia.

ostatnio jadąc autobusem, akurat bez słuchawek, w pewnym momencie
zaczęłam przysłuchiwać się historii starszej pani siedzącej za mną. o
tym, że na Ujazdowskich mieszkał oficer przedwojenny, który zamordował
swoją żonę. z miłości. potem, chyba w trakcie drugiej wojny była tam
czyjaś kwatera (przykro mi, że nie spamiętałam idealnie, a wręcz bardzo
ubogo). ostrzegali ich, żeby nie zostawali na noc, ale nie wierzyli =
byli odważni podobno. na drugi dzień powiedzieli, że całą noc było
słychać strzały, a ktoś chodził po mieszkaniu. do dziś tam nikt nie
mieszka. niesamowite, jakie rzeczy można usłyszeć nieizolując się w
swojej muzyce w środkach komunikacji miejskiej. ciekawe ile innych
rzeczy ominęło mnie do tej pory i omija nadal; nie zmieniłam swojego
zwyczaju. niemniej jednak historia mi się spodobała. miała swój urok.
nie wątpię, że w moim wydaniu urok się zgubił, ale nic na to nie
poradzę.

leci PIH „Przyjaciele”. „słów na usta nie ciśnie się zbyt wiele, co mam
powiedzieć? naprawdę nie wiem, poza tym, że byłeś moim przyjacielem”.
„to przyjaźń? może lepiej o tym nie mówmy”. tak sentymentalnie.
niektórzy ludzie zawodzą i znikają, ale nic na to nie można poradzić.
ważne, że są tacy, na których można polegać. i tym właśnie dziękuję
(pewnie nie po raz pierwszy ;)).

pragnę również zaśpiewać (może lekko fałszując, ale pomijamy) 100 lat! tej Pani, która jutro skończy oczko ;) wszystkiego, czego tylko możesz zapragnąć, a do tego paru rzeczy, o których nawet byś nie pomyślała, a okazałyby się przydatne ;)

niespodzianki

dzień zaczęłam od anonimowego smsa na ten „cudowny dzień”. do tego jeszcze ze wzmianką „byłbym zapomniał”. myślę sobie „jaki szczególny dzień i jak to zapomniał, a czy ja z nim gadałam przed tym smsem czy co, że tak ‚byłby zapomniał’?”. patrzę na datę: 8 marca. ah, no tak. dzień kobiet. jedna zagadka się wyjaśniła. reszta jak stała pod znakiem zapytania, tak stoi nadal. choć pewnie rozwiązanie jest proste: albo pomyłka, albo jakiś znajomy, urażony pytaniem kim jest i że nie ma go w mojej pamięci kontaktów, obraził się i nie odpowiada. trudno. życzenia były, więc jest elegancko ;p
jem płatki śniadaniowe i oglądam opakowanie po nich, na którym jest ogłoszony jakiś konkurs. ‚jak uzbierasz 100 punktów to przyślemy ci misia’. wszystko było w porządku, dopóki nie spojrzałam na termin obowiązywania konkursu. koniec roku 2007. chwila konsternacji. zaraz, kurczę, przecież mamy 2010. i szybkie spojrzenie na datę ważności produktu. do końca roku 2010. ufff.. jeszcze się łapię z dniem dzisiejszym.
następna niespodzianka – do kuchni wpadło wreszcie słońce, i to nie takie, które odbija się od czyjegoś okna lub balkonu, tylko prawdziwe, a przynajmniej tak mi się wydaje. słońce! nareszcie! może rzeczywiście w końcu doczekam się światła w tym mieszkaniu. pierwsze piętro, w bloku, który jest w drugiej linii to nie jest najlepsza opcja. co rano marzę o tym słońcu padającym na ściany mojego mieszkania. może się doczekam pewnego dnia, chociaż troszeczkę.
a wczoraj odniosłam „wielki” sukces. 251 miejsce na prawie 7000 wydaje mi się wielkim szałem, aczkolwiek nie wydaje mi się, żeby ktoś inny się tak tym zachwycił jak ja. bo wiadomo, liczy się przecież podium. a ja podium ze swojego miejsca nawet nie widziałam, ale przecież nie o to chodzi. sukcesem jest wszystko, co wychodzi ci lepiej, nawet jeśli tylko troszeczkę. bo któregoś dnia dochodzi się do perfekcji. i nie mówię już stricte o pokerze, bo nie wiem, czy akurat to jest jakąś moją życiową ambicją. raczej tylko rozrywką.

a w piątek był ważny dzień. ale i tak kwiatków nie było (może chociaż dzisiaj będą ;p). odliczaliśmy, odliczaliśmy, aż tu nagle rok minął. a jakby się tak zastanowić to i dziś rok mija.. od czegoś innego ;p