Archiwum dla Grudzień, 2009

ja

jaką mam sytuację na uczelni w tym momencie? przejebaną. co właśnie robię? opieprzam się. ale jednak nie mogę sobie powiedzieć, że przez weekend nie zrobiłam nic, bo uważam, że zrobiłam całkiem sporo. chociaż mogłabym zrobić więcej. więcej. właśnie. taka właśnie jestem – skoro mogłabym zrobić więcej to dlaczego nie zrobiłam?! tylko potem pretensje do wszystkich, z sobą na czele. wiecznie sięgająca po wszystko i wiecznie jest za mało. a jeśli choć jednej rzeczy nie mogę uzyskać z tego wszystkiego, to z furią chcę zrezygnować i rzucić to, o co się starałam, nie tak znowu krótko. natomiast, kiedy emocje trochę opadną, kiedy przytuli mnie ktoś, kto panuje nad moją impulsywnością i porozmawia ze mną szczerze i otwarcie, a dodam, że ta osoba wie, co tak naprawdę myślę, nawet jeśli w danym momencie twierdzę coś zupełnie innego, wtedy popadam w drugą skrajność. tak. zbieram się do kupy i z ogromną dumą próbuję znowu osiągnąć wszystko, co się da. ale to wszystko nie jest takie proste. nie można odnosić samych sukcesów, ale ja nie lubię porażek. denerwują mnie. niby nie każda mnie przybija, ale jak ma mnie nie przybijać coś, co mogą osiągnąć absolutnie wszyscy oprócz mnie. jestem za ambitna dla samej siebie, i za impulsywna. to mnie czasem zabija. wpadam w złość nie wiedząc jeszcze z jakiego powodu, a kiedy już ona opadnie nadal nie wiem, co ja właściwie chciałam od tego świata. ale w pewnym sensie to kocham. nie ukrywam uczuć. nie udaję, że jest zajebiście, jeśli w danym momencie coś mi nie pasuje. to element mnie, czasem dopada mnie częściej, czasem wogóle. jednak na pewno potrafi dać mi niezłego kopa do działania i mobilizacji, nawet jeśli w pierwszej chwili wygląda to na coś zupełnie przeciwnego. nauczyłam się już nie psuć rzeczy, no chyba, że nic się nie stanie, jeśli to zrobię ;p ile to razy za dzieciaka, zepsułam coś w bezsilnej złości, a chwilę potem rozpłakiwałam się, że coś zniszczyłam, a przecież tak to lubiłam. przyznam, że do dziś czuję nad nimi żal. staram się jak najbardziej zminimalizować te wariacje, choć podkreślam – nie usunąć. lubię to w sobie, jeśli mnie to nie przerasta. to sprawia, że czuję się indywidualna, choć na pewno też groteskowa. stale nad sobą pracuję, nie chcę, żeby mój charakter odbijał się w jakiś negatywny sposób na moich najbliższych.

pomimo, że do środy będzie grubbo niefajnie i nie jest powiedziane, że po środzie będzie lepiej ;p to jakoś pozytywniej na to patrzę. zawsze daję radę. i pomimo tego co mówię nigdy się nie poddaję. a tak naprawdę swoje chęci i siłę zawdzięczam przede wszystkim tej jednej osobie. dajesz mi to wszystko, o czym nawet by mi się nie śniło. i ja chcę dawać tobie tyle samo, albo i więcej.

kuchnia

zapanowała opcja z kuchnią. co prawda wymaga to jeszcze pewnych udoskonaleń, ale liczy się fakt. czekam na mojego mężczyznę. pochwalę mu się jak to do przodu wszystko poszło. będę mogła nie tylko zrobić mu zapiekanki ale i normalny obiad. prawdziwy luksus.
dziś na psychologii dowiedziałam się, że ważna jest dla mnie samorealizacja w pracy, ale co dziwne odpowiedzialność wręcz odwrotnie ;p cóż.. tak były dobrane pytania, a ja byłam niewyspana, więc może mogę trochę na to to zwalić. bo jak można się wyspać, kiedy się kładzie po 2 i trzeba wstać po 7 tylko po to, żeby czekać bezsensownie 2 godziny? nie, wtedy nie da się wyspać. ale wieczorem przy melodyjnym dźwięku wiertarki i jakichś innych bliżej niezidentyfikowanych narzędzi nadrobiłam stratę, więc jest nieźle. tylko wszędzie czuję kurz, którego nie ma. a może jest? ale już posprzątane, niemożliwe, żeby jeszcze był. w każdym razie czuję go wszędzie.
kiedy jego nie ma, odczuwam tu brak i pustkę. nie ma towarzystwa. przydałby się Foxik. ale Foxik nie należy do kanapowców, mieszkanie w bloku nie jest dla niego. a tak mi brakuje kogoś, do kogo można by było mówić. i z kim pobyć, kiedy jestem sama.
10 minut i jesteś. może nawet szybciej. może nastawię nam już wodę na herbatę?